Wiadomości z floty nr 40/2/1937
Okręty.
Sprzedano
do Meksyku krążownik minowy Posejdon (typ
Posejdon CM-3 1919) za kwotę 1 824
tys. zł.
Uzbrojenie.
Nadal
trwają prace zmierzające do udoskonalenia użytecznego modelu naziemnej stacji
radarowej. Udało się wydłużyć efektywny zasięg wykrywania do 250 Mm, a także
zmniejszyć ciężar aparatury o ok. 50%. Oparte na tych parametrach stacje
zostały zainstalowane na wyspach Clipperton, św. Bartłomieja (Antyle Polskie),
Upolu (Samoa), Pemba, oraz w bazie Beniowski (Namibia).
Na dwu typach okrętów (niszczyciele eskortowe typu Kujawy i transportowiec samolotów Bolko z Jeziorek) zainstalowano okrętowe urządzenia radarowe. Służą one do kontroli przestrzeni powietrznej oraz powierzchni wody w promieniu ok. 50 Mm.
Podjęto
decyzję o wymianie dział artylerii nadbrzeżnej 254 mm na działa 283 mm; planuje
się zakończenie tej wymiany na rok 1939.
Inne.
Nadal trwają prace badawcze archipelagu Karolińskiego
(patrz Wiadomości Polityczne 9/1936 z 26.04.2016). M.in. biorą w nich udział
nasze okręty Mikołaj Kopernik i Pacyfik.
Na tle nieporozumień związanych z zakupem przez
kanonierkę Chimera (GB-14 1923) żywności
na wyspie Mussau (PPTR) doszło do starcia zbrojnego z tubylcami tej wyspy. Kością
niezgody okazała się świnia, w trakcie załadunku której zaistniała
kontrowersja, czy już została zapłacona, czy też jeszcze nie. Świnia wisiała
nad burtą kanonierki i kwiczała, a intendent i kucharz kanonierki z jednej
strony, a tubylcy z drugiej, dość szybko przeszli od złorzeczeń do rękoczynów,
aż w końcu wszyscy obecni chwycili za broń. Efekt: zabity jeden polski oficer i
jeden marynarz oraz 14 rannych. Po stronie tubylców zabitych 12 i 25 rannych.
Wysłana bezzwłocznie (hydroplany!) przez Gubernatora PPTR komisja śledcza główną
winą za zajście obarczyła tubylców (okazało się, że za świnię jednak zapłacono,
co zostało uwidocznione „na papierze”, niestety poprzedni właściciele archipelagu
nie uczyli tubylców czytania), ale również zarzuciła dowódcy kanonierki
„reakcję niewspółmierną do zagrożenia” Ostatecznie, dowódca kanonierki kmdr
ppor. Raptusiewicz został pozbawiony dowództwa i odesłany do metropolii, a
tubylcy zwięźle pouczeni na temat europejskich zasad handlowych. Dla
załagodzenia napięcia, sporną świnię (i co nieco z „rozweselających” zapasów
okrętu) przeznaczono na wspólną ucztę tubylców i załogi kanonierki. Ubocznym owocem
tego pojednania okazało się później kilkoro dzieciąt o przedziwnie jasnej cerze :).
Budżet.
Rok
budżetowy 1937 zakończył się nadwyżką w wysokości 4 674 tys. zł., co stanowi
ok. 0,64% założonego budżetu. Kwota ta zostanie przeniesiona na rok przyszły.
Plany.
Na
rok 1938 planuje się… nie napiszę, co się planuje. Wstępne plany były bardzo
ambitne, ale mój - ostatnio chroniczny - deficyt czasowy, mógłby sprawić, że zapowiedzi okazałyby się mocno gołosłowne. Zbudujemy, co się uda!
Ta historia ze świnią jest pyszna! Czy należy się w niej doszukiwać się jakiegoś bieżącego podtekstu? :)
OdpowiedzUsuńŁK
Jak uważasz :).
UsuńStaram się czasami trochę ubarwić suche informacje, z różnym chyba skutkiem.
JKS
W takiej awanturze spodziewałbym się kilku poszkodowanych, nie ponad pięćdziesięciu.
UsuńPo pierwsze - konflikt narastał stopniowo
UsuńPo drugie - w momencie kulminacyjnym zaatakowała uzbrojona w łuki, dzidy itp. "narzędzia perswazji" cała zdolna do noszenia broni męska część wioski (ok. 100-150 wojowników).
Po trzecie - w momencie ataku w zasadzie wszyscy poszkodowani marynarze znajdowali się na brzegu, poza okrętem, stąd tak duże straty pośród nich.
Po czwarte - kiedy zdolni do tego marynarze uciekli na pokład kanonierki, jej dowódca dał rozkaz otwarcia ognia z całej dostępnej artylerii małokalibrowej (2x40, 2x25 i 1x13 mm), stąd tak duże straty wśród tubylców.
Reasumując, z powyższych powodów - błahy w końcu spór - dał niewspółmiernie wielu poszkodowanych po obu stronach.
Wprawdzie komisja śledcza ustaliła, że to tubylcy "zaczęli", ale aby nie pogarszać relacji, zrezygnowano z wdrażania sankcji (tym bardziej, że krwawe ich straty mogą być uznane za wystarczającą karę i ostrzeżenie).
Dowódcę naszej kanonierki odwołano z trzech powodów; dopuścił do przebywania na brzegu większej ilości marynarzy, niż to było konieczne, nie starał się rozwiązać sporu na drodze "pokojowej", a w końcu użył większej siły, niż to było konieczne (strzały ostrzegawcze mogły wystarczyć).
JKS
Niepokoi mnie kolejna zapowiedź znaczącej modernizacji naszej artylerii obrony wybrzeża. Czyżby zasoby finansowe Królestwa Polskiego były nieograniczone? I tak już posiadamy, bez cienia wątpliwości, najnowocześniejszą artylerię nadbrzeżną na świecie. Myślę, że powinieneś uwzględniać fakt, że akurat ten rodzaj uzbrojenia wymaga wyjątkowo dużych nakładów finansowych. W realu nawet największe mocarstwa używały dział z przełomu XIX i XX wieku aż do końca DWS. I nie było to wcale anachroniczne, gdyż modernizacja łóż (zwiększenie elewacji, sprawniejsze urządzenia do ładowania), nowe typy amunicji dalekonośnej i systemy kierowania ogniem (przeliczniki artyleryjskie, dalmierze, a później i stacje radiolokacyjne) czyniły z nich pełnowartościowy sprzęt. Przypomnę, że słynne 12" Zakładów Obuchowskich (wz. 1907) były utrzymywane gotowości operacyjnej, w sowieckiej artylerii nadbrzeżnej, aż do 1991 r.
OdpowiedzUsuńŁK
Utrzymywanie w artylerii nadbrzeżnej kalibru, który nie jest i nie będzie używany na okrętach, jest niekorzystne głównie z przyczyn logistycznych. Zapowiedziana wymiana zostanie rozłożona na 3-4 lata, więc nie odbije się znacząco na rocznych budżetach, tym bardziej, że demontowane działa zostaną sprzedane; jak zauważyłeś, posiadają jeszcze sporą wartość.
UsuńJKS
Ogólnie mam wrażenie takie jak ŁK - że zasoby finansowe KP są nieograniczone :) Ponadto - czy my w ogóle złomujemy jakiekolwiek okręty? Bo odnosze wrażenie, że na każdego wycofanego grata znajduje się zawsze ktoś chętny (w rzeczywistości raczej rzadko tak bywało).
OdpowiedzUsuńSą wielkie, ale oczywiście ograniczone. Prowadzę na bieżąco budżet marynarki (czym Wam głowy ogólnie nie zawracam). Jeżeli cofniesz się do starszych postów, to znajdziesz tam (Wiadomości z floty) zapisy o rezygnacji lub przesunięciu w czasie budowy okrętów, właśnie ze względów budżetowych.
UsuńCo do sprzedaży, to mamy cały wachlarz stałych klientów (Turcja, Litwa, Chiny), a "elastyczna" polityka cenowa prawie zawsze daje szansę na zarobek, co najmniej pokrywający koszty złomowania. Niemniej złomowania też się (rzadko) zdarzały; odsyłam do wspomnianych wyżej postów.
Jeśli masz na myśli ostatnio sprzedany krążownik "Posejdon", to nie był to wcale "grat" 18-letnia, dobrze utrzymana jednostka tej wielkości, zawsze jeszcze stanowi dość łakomy kąsek dla flot z ograniczonym budżetem, szczególnie, jeśli cena jest atrakcyjna.
Ogólnie, jeśli zamierzam się pozbyć jakiejś jednostki, to stosuję się do 4 stopni opłacalności. 1 sprzedać po cenie komercyjnej, 2 jeśli się nie da to z dużym rabatem (pokrywającym jednak koszty złomowania), 3 zasilić za symboliczną cenę flotę zaprzyjaźnioną (koszty utrzymania dla nich, a korzyść ze wzmocnienia sojusznika dla nas), 4 w ostateczności "pociąć na żyletki"
JKS
JKS