KOMUNIKAT WOJENNY NR 6/1939
23-24.06.1939
Oddział
wydzielony V. Korpusu Armii „Andy”, wychodzi na tyły chilijskich pozycji, na
prawym skrzydle linii obrony nad rzeką Parca; dochodzi do kilku potyczek. W
rejonie na południowy zachód od miasteczka Pachica, artyleria kolumbijska
ostrzeliwuje pozycje nieprzyjaciela. Z kolei kolumbijskie pozycje w tym rejonie
są atakowane przez chilijskie lotnictwo; zestrzelono 1 chilijski samolot.
Lotnictwo
kolumbijskie atakuje bez strat własnych zgrupowanie wojsk chilijskich na północ
od węzła drogowego Humberstone.
Zespół GB1
wychodzi na pozycję do ostrzału bazy Iquique. Zespół GC1 wychodzi na pozycję
osłony. Zespół Okrętów Desantowych osiąga pozycję wyjściową do desantu na
południe od Iquique.
25-27.06.1939
Oddziały
II. Korpusu Armii „Andy” od frontu, a oddział wydzielony V. Korpusu tejże armii
od tyłu, atakują chilijskie pozycje, na prawym skrzydle linii obrony nad rzeką
Parca. Część atakowanych oddziałów chilijskich, unikając całkowitego okrążenia,
wycofuje się na południowy zachód. I. Brygada Piechoty (boliwijska) z odwodu
dowódcy Armii „Andy”, czasowo przydzielona do V. Korpusu, zajmuje pozycje
rozciągnięte wzdłuż drogi Pisiga – Pachica.
Rozpoczyna
się operacja desantowa pod Iquique,
zostanie ona szczegółowo opisana w osobnym poście.
I.
Eskadra Krążowników wychodzi w morze, cel: zwalczanie chilijskiej żeglugi.
Ogólny
bilans zysków i strat zostanie przedstawiony w następnym poście.
Poniżej
mapka działań.

Wprawdzie to tylko moje odczucie ale jakoś nie podobają mi się działania lądowe...
OdpowiedzUsuńBiorąc pod uwagę dysproporcję sił powinno być pozamiatane...
Rozumiem przeszkody terenowe ułatwiające obronę ale chyba zostały wzięte pod uwagę w planach ataku?.
Dziwna wojna...
Dawno się nie odzywałem ale to nie znaczy że mnie tu nie ma...
OdpowiedzUsuńW kwestii działań lądowych...
OdpowiedzUsuńTo nie jest do końca moje widzimisię...
Jestem zawodowym żołnierzem i się troszkę na tym znam...
Pozostaje tylko żałować, że dowództwo kolumbijskie Kolegi nie zatrudniło...
UsuńJKS
Przeżyję...
UsuńNic na siłę...
Dobry wieczór.
Atak z Villa Martin...
OdpowiedzUsuńDroga.
Kompletne odcięcie północy.
Koniec wojny praktycznie natychmiast.
Jednak to twoja wojna kolego.
OdpowiedzUsuńNie miej mi za złe.
Na razie po prostu czytam.
Ad. ŁK.
OdpowiedzUsuńCzytałem kolegi wpisy na mój temat.
Miło powitać ponownie na pokładzie! :)
UsuńŁK
I dziękuję
OdpowiedzUsuńAd. JKS.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię Kolegi blog.
Czasem znikam bo interesuje mnie dużo innych rzeczy...
Ale zawsze wracam i czytam choć się nie odzywam.
Ad. ŁK.
OdpowiedzUsuńWie kolega coś więcej o tym?
"W 1914 roku zaprojektowano dwa typy dział 16" L/45, ze standardowym pociskiem 1116,3 kg, dla Wickers-Armstrong, ładunkiem 320 kg, prędkością początkową 766 mps, oraz mocniejsze, dla zakładów Obuchowa, ładunkiem 373 kg, prędkością początkową 820-850 mps, zasięgiem ponad 40 km.
Również „z perspektywy”, w 1914 roku w zakładach Obuchowa zaprojektowano potężne działo 18" L/45 – pocisk 1586 kg, ładunek 540 kg, prędkość początkowa 890 mps, zasięgiem ponad 50 km"
Tak, zwiększanie zasięgów i "mocniejsze" armaty na maksymalnie osiemdziesiąt wystrzałów. Rosjanie mieli mistrzostwo w takich zagraniach, nawet 130 mm na niszczycielach potrafili do tego doprowadzić, więc z zasady nie ma czym podniecać się. O kwestiach celności i kierowania ogniem, to nawet nie ma co zaczynać do takich przypadków, karol flibustier
Usuń@karol flibustier: trochę Kolega upraszcza! Rosjanie posiadali też działa z mocno podforsowaną balistyką, a mimo to ciągle z bardzo przyzwoitą żywotnością luf. Przykładem jest "Obuchowka" 305 mm L/52, która strzelała bardzo ciężką amunicją (471 kg) i daleko (> 29 km jako działo artylerii nadbrzeżnej, z elewacją przekraczającą + 45 st.), a mimo to jej lufa wytrzymywała 400 pełnoładunkowych wystrzałów.
UsuńŁK
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, karol flibustier
UsuńArgument dość słaby. Wiele zależy od głębokości bruzdowania. Np. sowiecka armata 130 mm L/50 wz. 1936 miała świetną balistykę, a żywotność lufy wynosiła 130 wystrzałów przy płytkim bruzdowaniu (wczesne wzory) lub 1100 wystrzałów przy głębokim bruzdowaniu (późniejsze wzory). Radykalne różnice dotoczyły również różnych modeli osławionych armat 180 mm...
UsuńŁK
No właśnie, ale cóż, jakieś tam kalkulacje zapewne do tego tworzono, więc to nie jest krytyka dla krytyki, tylko wskazanie, że one, te kalkulacje, mogły być czasami zawodne. Armata 180 jest fascynująca z racji kalibru, takiego trochę unikalnego, bo rosyjskiego (i po trochu niemieckiego, ale ale, tam było 17,4 zdaje się), dlatego trochę szkoda, że z nią eksperymentowano za długo, karol flibustier
Usuńwg navypedii niemieckie działa miały kaliber 172,6. Były jeszcze amerykańskie działa 177,8mm.
UsuńH_Babbock
A jak która flota określała granicę dopuszczalnego zużycia lufy? Żywotność lufy 130 wystrzałów nie oznacza przecież, że za sto trzydziestym pierwszym razem działo wybuchnie nam w twarz, tyko że powyżej tej granicy znacząco spada celność z powodu wytarcia gwintu w lufie. Żyjemy w epoce STANAG, ale sto lat temu nie tylko każdy kraj miał własne normy co do tego, ale nawet normy marynarki i armii mogły się znacząco różnić. Bardzo możliwe, że ta lufa 180 mm mająca według floty sowieckiej żywotność 130 wystrzałów w innym kraju dostałaby 80 albo 200.
UsuńStonk
Już nigdy nic nie będzie takie jak było.
OdpowiedzUsuńSmutna prawda...
Ważne są tylko te dni, których nie znamy! ;) karol flibustier
Usuń