niedziela, 1 marca 2026

KOMUNIKAT WOJENNY NR 6/1939

                     KOMUNIKAT WOJENNY NR 6/1939 

23-24.06.1939
Oddział wydzielony V. Korpusu Armii „Andy”, wychodzi na tyły chilijskich pozycji, na prawym skrzydle linii obrony nad rzeką Parca; dochodzi do kilku potyczek. W rejonie na południowy zachód od miasteczka Pachica, artyleria kolumbijska ostrzeliwuje pozycje nieprzyjaciela. Z kolei kolumbijskie pozycje w tym rejonie są atakowane przez chilijskie lotnictwo; zestrzelono 1 chilijski samolot.
Lotnictwo kolumbijskie atakuje bez strat własnych zgrupowanie wojsk chilijskich na północ od węzła drogowego Humberstone.
Zespół GB1 wychodzi na pozycję do ostrzału bazy Iquique. Zespół GC1 wychodzi na pozycję osłony. Zespół Okrętów Desantowych osiąga pozycję wyjściową do desantu na południe od Iquique.

25-27.06.1939
Oddziały II. Korpusu Armii „Andy” od frontu, a oddział wydzielony V. Korpusu tejże armii od tyłu, atakują chilijskie pozycje, na prawym skrzydle linii obrony nad rzeką Parca. Część atakowanych oddziałów chilijskich, unikając całkowitego okrążenia, wycofuje się na południowy zachód. I. Brygada Piechoty (boliwijska) z odwodu dowódcy Armii „Andy”, czasowo przydzielona do V. Korpusu, zajmuje pozycje rozciągnięte wzdłuż drogi Pisiga – Pachica.
Rozpoczyna się operacja desantowa pod Iquique, zostanie ona szczegółowo opisana w osobnym poście.
I. Eskadra Krążowników wychodzi w morze, cel: zwalczanie chilijskiej żeglugi.

Ogólny bilans zysków i strat zostanie przedstawiony w następnym poście.

Poniżej mapka działań.

21 komentarzy:

  1. Wprawdzie to tylko moje odczucie ale jakoś nie podobają mi się działania lądowe...
    Biorąc pod uwagę dysproporcję sił powinno być pozamiatane...
    Rozumiem przeszkody terenowe ułatwiające obronę ale chyba zostały wzięte pod uwagę w planach ataku?.

    Dziwna wojna...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno się nie odzywałem ale to nie znaczy że mnie tu nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  3. W kwestii działań lądowych...
    To nie jest do końca moje widzimisię...

    Jestem zawodowym żołnierzem i się troszkę na tym znam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje tylko żałować, że dowództwo kolumbijskie Kolegi nie zatrudniło...

      JKS

      Usuń
    2. Przeżyję...
      Nic na siłę...
      Dobry wieczór.

      Usuń
  4. Atak z Villa Martin...
    Droga.
    Kompletne odcięcie północy.
    Koniec wojny praktycznie natychmiast.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednak to twoja wojna kolego.
    Nie miej mi za złe.

    Na razie po prostu czytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ad. ŁK.

    Czytałem kolegi wpisy na mój temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło powitać ponownie na pokładzie! :)
      ŁK

      Usuń
  7. Ad. JKS.
    Bardzo lubię Kolegi blog.
    Czasem znikam bo interesuje mnie dużo innych rzeczy...
    Ale zawsze wracam i czytam choć się nie odzywam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ad. ŁK.
    Wie kolega coś więcej o tym?
    "W 1914 roku zaprojektowano dwa typy dział 16" L/45, ze standardowym pociskiem 1116,3 kg, dla Wickers-Armstrong, ładunkiem 320 kg, prędkością początkową 766 mps, oraz mocniejsze, dla zakładów Obuchowa, ładunkiem 373 kg, prędkością początkową 820-850 mps, zasięgiem ponad 40 km.
    Również „z perspektywy”, w 1914 roku w zakładach Obuchowa zaprojektowano potężne działo 18" L/45 – pocisk 1586 kg, ładunek 540 kg, prędkość początkowa 890 mps, zasięgiem ponad 50 km"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zwiększanie zasięgów i "mocniejsze" armaty na maksymalnie osiemdziesiąt wystrzałów. Rosjanie mieli mistrzostwo w takich zagraniach, nawet 130 mm na niszczycielach potrafili do tego doprowadzić, więc z zasady nie ma czym podniecać się. O kwestiach celności i kierowania ogniem, to nawet nie ma co zaczynać do takich przypadków, karol flibustier

      Usuń
    2. @karol flibustier: trochę Kolega upraszcza! Rosjanie posiadali też działa z mocno podforsowaną balistyką, a mimo to ciągle z bardzo przyzwoitą żywotnością luf. Przykładem jest "Obuchowka" 305 mm L/52, która strzelała bardzo ciężką amunicją (471 kg) i daleko (> 29 km jako działo artylerii nadbrzeżnej, z elewacją przekraczającą + 45 st.), a mimo to jej lufa wytrzymywała 400 pełnoładunkowych wystrzałów.
      ŁK

      Usuń
    3. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, karol flibustier

      Usuń
    4. Argument dość słaby. Wiele zależy od głębokości bruzdowania. Np. sowiecka armata 130 mm L/50 wz. 1936 miała świetną balistykę, a żywotność lufy wynosiła 130 wystrzałów przy płytkim bruzdowaniu (wczesne wzory) lub 1100 wystrzałów przy głębokim bruzdowaniu (późniejsze wzory). Radykalne różnice dotoczyły również różnych modeli osławionych armat 180 mm...
      ŁK

      Usuń
    5. No właśnie, ale cóż, jakieś tam kalkulacje zapewne do tego tworzono, więc to nie jest krytyka dla krytyki, tylko wskazanie, że one, te kalkulacje, mogły być czasami zawodne. Armata 180 jest fascynująca z racji kalibru, takiego trochę unikalnego, bo rosyjskiego (i po trochu niemieckiego, ale ale, tam było 17,4 zdaje się), dlatego trochę szkoda, że z nią eksperymentowano za długo, karol flibustier

      Usuń
    6. wg navypedii niemieckie działa miały kaliber 172,6. Były jeszcze amerykańskie działa 177,8mm.
      H_Babbock

      Usuń
    7. A jak która flota określała granicę dopuszczalnego zużycia lufy? Żywotność lufy 130 wystrzałów nie oznacza przecież, że za sto trzydziestym pierwszym razem działo wybuchnie nam w twarz, tyko że powyżej tej granicy znacząco spada celność z powodu wytarcia gwintu w lufie. Żyjemy w epoce STANAG, ale sto lat temu nie tylko każdy kraj miał własne normy co do tego, ale nawet normy marynarki i armii mogły się znacząco różnić. Bardzo możliwe, że ta lufa 180 mm mająca według floty sowieckiej żywotność 130 wystrzałów w innym kraju dostałaby 80 albo 200.
      Stonk

      Usuń
  9. Już nigdy nic nie będzie takie jak było.

    Smutna prawda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne są tylko te dni, których nie znamy! ;) karol flibustier

      Usuń