BITWA MORSKA POD ARICA
Bitwa ta,
to realizacja opracowanego już w roku 1938 planu kolumbijskiej Admiralicji.
Wiodącą ideą tego planu było wywabienie trzonu chilijskiej floty z jej baz,
sprowadzenie go na przewidziany wcześniej akwen, a w rezultacie jego
zniszczenie, lub co najmniej poważne osłabienie. Przynętą miał być zespół
bombardujący port Arica, a decydujący cios miały zadać główne siły
kolumbijskiej floty operacyjnej.
Dla
realizacji tego planu, utworzono już na początku roku 1939 dowództwo zespołu
zadaniowego GC1. W jego skład weszły następujące podzespoły:
- GC1.1 –
okręty podwodne Águila i Busardo (typu Águila), Rorcual i Cachalote (typu Narval) oraz Elanio i Arpia (typu Elanio);
- GC1.2 – 1. Eskadra Monitorów (1 monitor typu Guayaquil, 2 monitory typu Panama), I. Flotylla Torpedowców (1.
i 2. Dywizjon Torpedowców) oraz 1.
Dywizjon Kanonierek (2 kanonierki typu Puma);
- GC1.3 - 1. Eskadra Okrętów Liniowych
(1 pancernik typu Unidad, 2
pancerniki typu Callao), 1. Eskadra
Krążowników (1 krążownik ciężki typu Américo
Vespucio, 2 krążowniki lekkie typu Almirante
Padilla), 2. Dywizjon Niszczycieli (3 niszczyciele typu Chubasco), 3. Dywizjon Niszczycieli (3
niszczyciele typu Céfiro) oraz 4.
Dywizjon Niszczycieli (3 niszczyciele typu Siroco);
- GC1.4 – zbiornikowiec floty typu Chimborazo, zaopatrzeniowiec typu Huiracocha, okręt warsztatowy typu Arquimedes, 1 holownik typu Hercules i 1 holownik typu Titán.
Zadania zespołu GC1.1 to wykrycie
zespołu npla, meldowanie o nim, a w sprzyjającej sytuacji atak torpedowy.
Zespół GC1.2 jako „przynęta”, miał
sprowokować akcję chilijskiej floty. Założono, że niewielkie i wolne monitory
oraz słabe torpedowce, będą dla trzonu Armada de Chile kąskiem nie do pogardzenia.
Zespół główny, czyli GC1.3, miał za
zadanie przechwycić i zniszczyć, lub co najmniej poważnie osłabić chilijską eskadrę.
GC1.4 to
zespół zabezpieczenia materiałowo-technicznego. Jego zadaniem jest uzupełnienie
– w razie potrzeby – na okrętach zespołów GC1.2 i GC1.3 paliwa i amunicji, oraz
ewentualne udzielenie pomocy okrętom uszkodzonym.
Przebieg
starcia.
04.05.1939 godz.
06:05 Zespół GC1.1 wypływa z Matarani na
wyznaczone pozycje.
godz. 10:20 Zespół GC1.2 wypływa z Ilo na wyznaczoną pozycję.
godz.
11:30 Zespół GC1.3 wypływa z Matarani na
wyznaczoną pozycję.
godz.
13:30 Zespół GC1.4 wypływa z Matarani na
wyznaczoną pozycję.
05.05.1939 godz.
13:30 Zespół GC1.2 osiąga pozycję 20 Mm
na zachód od portu Arica.
06.05.1939 godz.
06:20 Zespół GC1.2 rozpoczyna ostrzał
portu Arica.
godz.
22:30 Chilijska admiralicja podejmuje decyzję o zaatakowaniu zespołu GC1.2.
07.05.1939 godz.
06:30 – 18:00 Zespół GC1.2 kontynuuje ostrzał portu i miasta Arica.
godz.
18:20 Na redzie portu Antofagasta koncentruje się chilijski zespół, mający
zaatakować kolumbijski zespół GC1.2. Skład zespołu to: pancernik Almirante Latorre, krążownik ciężki O’Higgins, krążownik lekki Chacabuco, 6 niszczycieli typu Teniente Serrano.
godz.
18:00 – 24:00 Zespoły GC1.3 i DC1.4 osiągają wyznaczone pozycje.
08.05.1939 godz.
00:30 – 11:30 Okręty zespołu GC1.1 zajmują pozycje na linii dozorowej na
północny-zachód od Iquique.
godz.
07:30 Chilijski zespół wyrusza pod Arica.
godz.
10:00 Artyleria nadbrzeżna rejonu Arica przestaje odpowiadać.
godz. 14:00 – 18:30
Zaopatrzeniowiec Huiracocha z zespołu
GC1.4 uzupełnia amunicję na monitorach zespołu GC1.2.
09.05.1939 godz.
07:30 – 08:30 Zespół GC1.2 ostrzeliwuje dotykające morza skrzydło chilijskiej
linii obronnej na rzece Lluta.
godz.
16:10 Kolumbijski okręt podwodny Busardo
wykrywa chilijski zespół i wysyła stosowny meldunek radiowy. Busardo nie podejmuje próby ataku
torpedowego, z uwagi na aktywną obecność chilijskich niszczycieli.
10.05.1939 godz.
07:00 – 09:00 Na okrętach zespołów GC1.2 i GC1.3 ogłoszono alarm bojowy.
godz.
11:40 Chilijski pancernik Almirante
Latorre wysyła wodnosamolot rozpoznawczy w rejon Arica.
godz.
12:30 Obserwator z wodnosamolotu Almirante
Latorre melduje grupę kolumbijskich okrętów na wschód od Arica; na
zapytanie potwierdza brak pancerników w jej składzie.
godz.
12:45 Zespół chilijski oraz kolumbijski zespół GC1.2 nawiązują kontakt wzrokowy
z odległości ok. 25 000 m. Powiadomiony o tym zespół GC1.3, niezwłocznie rusza kursem
35o z prędkością 20 w. na przechwycenie chilijskiego zespołu.
godz.
14:00 Chilijski zespół otwiera ogień na zespół GC1.2 z odległości 14 000 m.
Kilka minut później odpowiadają ogniem kolumbijskie monitory. Poważnie uszkodzony
monitor Guayaquil wycofuje się z
walki.
godz.
15:10 W celu odciążenia własnej linii, atakują kolumbijskie torpedowce z zespołu
GC1.2; atak załamuje się w silnym ogniu chilijskich okrętów. Wyrzucone z dużej odległości
torpedy nie dochodzą do celu. Tonie kolumbijski torpedowiec Nevada, a uszkodzony Tormenta wychodzi z linii. Pozostałe
torpedowce wycofują się, stawiając zasłonę dymną.
godz.
16:20 Zespół GC1.3 nawiązuje kontakt wzrokowy z chilijską eskadrą – odległość ok.
27 000 m. Zespół kolumbijski otwiera ogień z dystansu 22 100 m. Wszystkie
pancerniki strzelają do Almirante Latorre,
a krążowniki do chilijskich okrętów odpowiedniej klasy. Chilijczycy odpowiadają
ogniem, kiedy odległość spada do 20 000 m.
godz.
17:30 Chilijska eskadra skraca dystans, aby umożliwić skuteczne użycie własnych
dział 8”- i 6”-calowych. Efekt okazuje się odmienny od oczekiwanego; kolumbijskim
pancernikom stare 8- i 6-calówki krzywdy zrobić nie mogą, a obydwa chilijskie
krążowniki narażają się na ogień kolumbijskich 5-calówek.
godz.
18:10 Trafiony kilkunastoma pociskami 356 mm oraz co najmniej dwudziestoma kalibru
127-152 mm, chilijski pancernik Almirante
Latorre, ze zmniejszoną do 17 w. prędkością wychodzi z linii. Osłaniając
jego odwrót, chilijskie niszczyciele ruszają do ataku torpedowego. Ciężkie kolumbijskie
jednostki wykonują manewry unikowe, a osłaniające je niszczyciele nawiązują
walkę z niszczycielami wroga. W chaotycznych starciach na pociski i torpedy,
zatopione zostają chilijski niszczyciel Ingeniero Hyatt i kolumbijski Aguacero.
godz.
19:50 Po uporządkowaniu szyku, w zapadającym już zmierzchu, okręty kolumbijskie
wznawiają ogień do przeciwnika. Znajdują się w lepszej sytuacji, ponieważ
zachodzące słońce, resztkami swoich promieni, wprawdzie już słabo, ale jeszcze,
oświetla okręty chilijskie. Te drugie, mając gorsze warunki świetlne,
odpowiadają ogniem sporadycznie i niecelnie.
godz.
20:20 Kilkunastokrotnie trafiony pociskami 127-356 mm, chilijski krążownik ciężki O’Higgins, traci prędkość i sterowność. Do
pomocy pozostaje mu niszczyciel Capitán Orella. Niszczyciele kolumbijskie oświetlają
obydwie chilijskie jednostki reflektorami i wraz z pozostałymi okrętami zespołu
zasypują ogniem chilijski krążownik i niszczyciel. Capitán Orella
przewraca się na burtę i tonie.
godz. 20:55
Tonie, dobity torpedą niszczyciela Céfiro,
krążownik O’Higgins. Ponieważ, w
kompletnych już ciemnościach, nie ma kontaktu z pozostałością chilijskiej
eskadry, a amunicja i paliwo na niektórych jednostkach jest na wyczerpaniu,
okręty kolumbijskie przerywają pościg i zawracają do swoich baz.
11.05.1939 godz.
08:15 Okręt podwodny Águila atakuje i
trafia dwoma torpedami uszkodzony chilijski pancernik Almirante Latorre. 20 minut później pancernik tonie. Pozostałe, wracające
do baz okręty chilijskie ratują część rozbitków z pancernika. Bitwa jest
zakończona.
Bilans bitwy.
Wielka Kolumbia:
- zatopione: 1 niszczyciel i 1 torpedowiec;
- uszkodzone poważnie: 1 monitor i 1 torpedowiec;
-
uszkodzone lżej: 1 pancernik, 1 monitor, 1 krążownik ciężki, 4 niszczyciele, 2
torpedowce, 1 kanonierka.
Chile:
-
zatopione: 1 pancernik, 1 krążownik ciężki, 2 niszczyciele;
-
uszkodzone poważnie: 1 niszczyciel;
-
uszkodzone lżej: 1 krążownik lekki, 2 niszczyciele.
Ogólny bilans zysków i strat:
- zabito
lub raniono ok. 4 900 chilijskich żołnierzy, do
niewoli wzięto 4 319;
- zdobyto 21
dział i moździerzy i 51 karabinów maszynowych;
-
zniszczono 2 czołgi i zdobyto 1;
-
zniszczono ok. 25 chilijskich samolotów, zdobyto 2;
- zatopiono
1 pancernik, 1 krążownik ciężki, 2 niszczyciele, 1
frachtowiec, 1 holownik i dwie małe jednostki pomocnicze;
- stracono 626
zabitych, 1 527 rannych i 121 zaginionych;
- stracono
3 działa i moździerze;
- stracono 2
czołgi i 3 tankietki;
- stracono 14
samolotów;
- stracono 1
niszczyciel, 1 torpedowiec i 1 kuter desantowy.

Gra do 1 bramki. Myślałem, że stworzysz bardziej dramatyczny scenariusz. A tu mamy plan-pułapkę, na który okręty chilijskie odpowiadają 100% zgodnie z oczekiwaniami. A można było przecież użyć choćby tych 3 nowoczesnych, oceanicznych okrętów podwodnych w charakterze ubezpieczenia floty nawodnej. Zwłaszcza, że nonszalancko skierowano do akcji najwartościowsze okręty nawodne floty chilijskiej. Po takich stratach Chile może tylko poprosić o zawieszenie broni, o charakterze faktycznej kapitulacji. Co dalej bowiem może zdziałać flota, której najcięższą jednostką jest nigdy nie zmodernizowany krążownik z 1895 r.?
OdpowiedzUsuńŁK
Trudno o dramatyzm przy takim stosunku sił, ale to jeszcze nie koniec wojny i wiele się może wydarzyć.
UsuńWspomniane przez Ciebie chilijskie okręty podwodne zostały wysłane na pacyficzny patrol dwa dni wcześniej. Poza tym, akcja chilijska była planowana i realizowana w pośpiechu; nie trudno wtedy o błędy i niedopatrzenia. Pośpiech po chilijskiej stronie spowodowany był z kolei tym, że strona wykazująca inicjatywę - w tym przypadku WK - niejako wymusza na przeciwniku szybkie reakcje, nie dając mu czasu na dogłębną analizę i planowanie.
JKS
Generalnie to nie jest wojna, tylko ze względu na proporcje sił, dożynki. Więc znamy z góry wynik działań, a zwycięzca powinien być rozliczany jedynie z efektywności i finezji swoich działań.
OdpowiedzUsuńZ tej perspektywy, w działaniach lądowych jest moim zdaniem nie nadzwyczajnie. Nie wykonano głębokiego manewru oskrzydlającego siły Chilijskie na północy, lub / i ewentualnie działania grupy motorowej (czołgi, samochody pancerne, piechota na ciężarówkach) dezorganizującej tyły wroga. A przypominam, że w roku 1920 takie działania zdołała wykonać Polska na froncie południowym. Zamiast tego mamy brutalne spychanie wroga na szerokim froncie.
Działania morskie, czyli opisywana bitwa.
Podstawowy dla mnie problem: o 14:00 z odległości 14km siły chilijskie otwierają ogień do słabego i powolnego zespołu kolumbijskiego. I co się dzieje przez następną 1 godzinę i 10 minut? Chilijczycy wystrzeliwują prawdopodobnie kilkaset pocisków 356mm (nie licząc dział lżejszych i ognia krążowników) i jedynym efektem jest uszkodzenie jednego monitora?? O 15:10 słabe siły kolumbijskie wykonują nieskuteczny atak torpedowy z dużej odległości. Powinien on odwlec wykonanie wyroku na monitorach kolumbijskich o jakieś góra 10-15 minut (czas przebiegu wystrzelonych torped odległości kilkunastu kilometrów). A mimo to przez kolejne 1 godzinie i 10 minut, nic się nie dzieje. Uszkodzony powolny monitor kolumbijski i niszczyciel wycofują się, nowych strat nie ma.
Powyższe, czyli sytuacja, że zespół główny potrzebuje ponad 2h na przybycie na odsiecz, a zespół przynęta może być przez ten czas masakrowany, pokazuje główny problem nadmiernie skomplikowanych planów bitew morskich.
W czasie DWS było sporo planów bitew na zasadzie „przynęta – uderzenia z zaskoczenia sił głównych”. I w zasadzie wszystkie wypadły miedzy słabo a katastrofalnie. Szczególnie celowali w tym Japończycy (bitwa na Morzu Koralowym, atak na Midway, bitwa u Wschodnich Wysp Salomona, druga bitwa na Morzu Filipińskim). Ale było też sporo przykładów w czasie PWS, szczególnie typu „nasz krążownik udaje uszkodzenie, żeby ściągnąć nieprzyjaciela pod torpedy naszego op”.
W zasadzie chyba (?) jedyna bitwą typu „przynęta – uderzenie”, która można podciągnąć pod udaną to Helgoland 1914.
Problem z takimi pomysłami polega na tym, że w bitwie morskiej odsiecz musiałaby pojawiać się w ciągu kilkunastu minut, a takie zgranie w praktyce jest niemożliwe.
Drugą wątpliwość mam do działań miedzy 16:20 a 18:10. W tym ostatnie 40 minut walki na skróconym dystansie. Jeden stary pancernik Chilijski jest w stanie prowadzić walkę „w linii” przez tyle czasu z przeważającymi siłami Kolumbii? A następnie (po ataku torpedowym) siły Kolumbijskie potrzebują aż 1 godzinę 40 minut na uporządkowanie szyku.
Reasumując. Oczywiście zwycięzców nikt nie będzie sądził. Ale przedstawiony opis działań moim zdaniem nie wystawia dobrej opinii sprawności dowodzenia, manewrowania i prowadzenie celnego ognia siłom Kolumbii. A główny sukces (zatopienie pancernika) był efektem raczej szczęśliwego trafu, czyli wpadnięcia pod torpedy op. Jedynie pociecha może być, że sprawność (szczególnie artyleryjska) floty chilijskiej była równie słaba.
H_Babbock
Obaj narzekacie na jednostronność wojny.
OdpowiedzUsuńWojna powoduje bardzo duże koszty finansowe i społeczne, wiele książek już o tym powstało, nie muszę tu więcej pisać. Długa wojna może się przerodzić w chroniczny konflikt. Często na początku obie strony starają się grać zgodnie z zasadami (nie strzelać do dzieci, nie bombardować szpitali itp), ale wojna ma to do siebie, że prędzej czy później komuś puszczą nerwy, stanie się coś i kolejne granice są przekraczane, co w pierwszych tygodniach było nie do pomyślenia, po kilku latach jest normą. A później mamy coś takiego jak konflikt izraelsko-palestyński.
Dlatego wojna powinna być krótka i jednostronna jak wojna indyjsko-portugalska w grudniu 1961. Portugalia miała tam 4.000 żołnierzy uzbrojonych w przestarzałe karabiny i kilka dział, zero czołgów i samolotów, Indie zgromadziły 40.000 z czołgami, artylerią i lotnictwem. 3 dni i było po wszystkim. Dzisiaj już nikt nie ma tego Indiom za złe. Krótkie i efektywne działanie minimalizuje koszty.
Stonk
To nieporozumienie. Ze strony silniejszego szybkie masakrujące uderzenie to najlepsze rozwiązanie - i tu zgoda z Tobą. Mi chodziło jedynie o to, że najlepszy temat blogowy można "zarżnąć" (w każdym razie ja to tak odbieram) taką jednostronną wojną.
UsuńH_Babbock
Przed bitwą w cieśninie Surigao, adm. Oldendorf powiedział „Nigdy nie dawaj cwaniakowi szansy. Jeśli jest tak szalony, aby zbliżyć się do mnie ze słabszymi siłami, to z pewnością nie zamierzam dać mu równej szansy”
UsuńJeśli ma się przewagę, to trzeba ją wykorzystać. Flota WK osiągnęła przewagę nad chilijską już w I. połowie lat 30-tych. Z rozpoczęciem wojny wstrzymano się jednak do czasu uzyskania przewagi 3-, a nawet 4-krotnej; właśnie po to, aby nie dać Chilijczykom szansy.
Jest to wprawdzie dalekie od rycerskich ideałów, ale wojny wygrywa się siłą, a nie ideałami.
JKS
Do kolegi H_Babbocka na komentarz z 12 lutego 2026 20:25.
Usuń"Ale przedstawiony opis działań moim zdaniem nie wystawia dobrej opinii sprawności dowodzenia, manewrowania i prowadzenie celnego ognia siłom Kolumbii. [...] Jedynie pociecha może być, że sprawność (szczególnie artyleryjska) floty chilijskiej była równie słaba."
W obydwu flotach nie ma nikogo, kto wcześniej brał udział w bitwie morskiej. Trudno więc od nich wymagać sprawności, którą daje przede wszystkim doświadczenie; ćwiczenia go nie zastąpią.
JKS
@JKS: No właśnie, co robiło Chile na przełomie lat 20-tych i 30-tych? Państwo, w którym żyją ciągle uczestnicy sławnej wojny o saletrę, nie robi dosłownie NIC. A przecież, w aspekcie militarnym Chile uchodziło z kraj niezwykle sprawny, będący w Ameryce Południowej czymś na kształt Prus. Dla Chile proponuję powtórzenie taktyki np. konfederatów z Południa i Burów. Utworzenie kilku szybkich oddziałów złożonych z ochotników (po około 800 - 1000 kawalerzystów, ale pod dowództwem oficerów liniowych) i podjęcie nękających rajdów na terytorium wroga. Przede wszystkim nastawionych na niszczenie infrastruktury komunikacyjnej i ekspropriacje bankowe. Wojny w ten sposób wygrać się nie da, ale można znacząco poprawić swoją pozycję przy stole rokowań pokojowych. Burowie, mimo poniesionej porażki, zdołali osiągnąć (już w 1910 r.!) powołanie Unii Południowoafrykańskiej, a więc nowego brytyjskiego dominium, w którym funkcjonowali w roli współgospodarzy!
UsuńŁK
Do kolegi ŁK.
UsuńNie każdy model walki da się powtórzyć w innych warunkach. Piszesz o dywersyjnych oddziałach kawalerii, niszczących infrastrukturę i rabujących banki. Tu mamy do czynienia z praktycznie bezludnym, wysokogórskim i jednocześnie pustynnym lub półpustynnym terenem. Skąd wziąć wodę i paszę dla koni? Jak niszczyć infrastrukturę, której nie ma? Jak rabować banki, które znajdują się tylko w większych miastach, daleko od linii frontu?
I jeszcze do kolegi H_Babbocka.
Piszesz "Nie wykonano głębokiego manewru oskrzydlającego siły Chilijskie na północy, lub / i ewentualnie działania grupy motorowej (czołgi, samochody pancerne, piechota na ciężarówkach) dezorganizującej tyły wroga."
Po pierwsze, manewr oskrzydlający (choć nie głęboko) siły chilijskie na rzece Lluta wykonano (patrz Komunikat nr 2/1939) i to on zmusił Chilijczyków do odwrotu na linię rzeki Parca.
Po drugie, trudno o spektakularne manewry oskrzydlające na froncie szerokości kilkudziesięciu km; to nie Front Wschodni w czasie IIWS.
Po trzecie, spójrz na mapę teatru wojennego (nie moją, mogą być GoogleMaps) ze świadomością, że zdecydowanej większości widocznych na niej dróg i mostów w roku 1939 nie było. Jak użyć szybkich grup zmotoryzowanych, kiedy co kilka lub kilkanaście km mamy, przebiegający prostopadle do ich kierunku ruchu, głęboki wąwóz, czy wręcz kanion. Dla przykładu, szybka grupa poruszająca się od granicy WK-Chile na południe, napotyka kolejno:
- po 8 km wąwóz rzeki Lluta,
- po 10 km wąwóz rzeki San Jose,
- po 14 km wąwóz rzeki Acha,
- po 10 km wąwóz rzeki Garza,
- po 6 km wąwóz rzeki Vitor,
- po 18 km wąwóz rzeki Camarones (Parca) itd.
W roku 1939 istnieje tylko jedna droga przecinająca te wąwozy (dzisiejsza chilijska droga nr 5) i tylko nią mogą się posuwać jednostki zmotoryzowane. Oczywiście, jeżeli nie będzie broniona i/lub zaminowana, a mosty nie zostaną wysadzone.
Warunki terenowe i drogowe poprawią się, mniej więcej, od linii Tocopilla - Calama, ale najpierw trzeba tam dotrzeć.
JKS
@JKS: na Twoich mapkach nie wygląda to na okolicę bezludną. Granica jest dość długa i szczególnie warto by zainicjować taką "grubą" dywersję na odcinku frontu, na którym panuje jeszcze spokój. W kampanii polsko-niemieckiej 1939 r. były też możliwości zainicjowania (w pierwszych dniach września) choćby uderzenia Wielkopolskiej Brygady Kawalerii z rejonu Rawicza na obszar Rzeszy. Takiej działanie zostało podjęte, jednak w bardzo skromnej, praktycznie symbolicznej, skali. Polscy dowódcy zbyt dosłownie trzymali się dyrektyw nieudolnego NW...
UsuńŁK
"Granica jest dość długa" Tak i przebiega Kordylierą Wschodnią o wys. do 5 000 m n.p.m.
UsuńMoże na moich mapkach nie, ale rzuć okiem na ten rysunek: https://en.wikipedia.org/wiki/Geography_of_Chile#/media/File:Chile_density.png
JKS
ad JKS 06:38 Mi nie chodziło o działania na osi z północy na południe, tylko ze wschodu na zachód. A to co piszesz o drogach, świadczy, ze zaopatrzenie chilijskie wisi tylko na jednej drodze (+linii kolejowej - tego nie wiem). To wspaniała okazja dla Kolumbii do próby przerwania , albo choćby zakłócenia ruchu na tej linii zaopatrzeniowej.
UsuńPatrząc na mapę narzucają się dwa manewry:
1. po osi Pisiga - Pachiga;
2 oraz manewr głęboki, po osi Villa Martin - Ollaque - Calama.
Z tym, że nie wiem czy Kolumbia ma możliwość zaopatrywania wojsk w rejonie Villa Martin. Jeśli nie, to pojawia się inna, "odwrotna" możliwość. Dla Chile wyprawa niewielkich wojsk na Villa Martin nie przyniesie korzyści militarnych czy ekonomicznych za to ogromne efekty psychologiczne - "zajmujemy terytorium wroga".
PS Trochę jestem zaskoczony, że w blogu w końcu morskim, są tylko dwa komentarze odnoszące się do kluczowej bitwy morskiej.
H_Babbock
Co do manewru oskrzydlającego, to już wcześniej został wybrany jeden z tych, które proponujesz. Dodatkowo, będzie on wsparty desantem morskim.
UsuńGłówne linie zaopatrywania wojsk chilijskich to droga nr 5 oraz droga morska do portu Pisaqua. Bardziej na tyłach jeszcze linia kolejowa do Iquique.
JKS
Enigmatyczna odpowiedź, ale rozumiem, że to tajemnica wojskowa.
UsuńH_Babbock
"Gdyby moja koszula wiedziała, to bym ją spalił"
UsuńJKS
Linia kolejowa jest kuszącym celem dla lotnictwa. Z jednej strony łatwo ją zbombardować albo chociaż unieruchomić na niej jakiś pociąg. Z drugiej strony jest dość łatwa do naprawy po zakończeniu walk.
UsuńStonk
Musiałem sobie przetrwić tą bitwę, ale zatopienie pancernika to fuks podarowany WK. Realnie to by nie doszło do skutku, bo wtedy żaden OP salwy z dwu torped i uzyskania dwu trafień, nie byłby w stanie wykonać poza flotą Doenitza (w tej za to torpedy nie eksplodowały, czego dowodem były trzy trafiające Nelsona i odbijające się, jak bączki od burt). Dlatego rozumiem intencje autora sytuacji, bo jest fajnie moderowana, ale z punktu widzenia uczestników (czyli załog biorących udział w tej bitwie), to fatamorgana i widful thinking jednocześnie :D Ale proszę nie mieć mnie tego za złe, jako pisarz opowiadań morskich, mam nieco inne spojrzenie na problem, karol flibustier
OdpowiedzUsuńps. u mnie ale też ten pancernik byłby wyeliminowany wskutek uszkodzeń i ponad rocznego pobytu na stoczni...
Po pierwsze, zwracam uwagę na fakt, że chilijski pancernik był już mocno uszkodzony ogniem artyleryjskim.
UsuńPo drugie, wystrzelono 4 torpedy, z których dwie trafiły.
JKS
Okręt ponad 200 metrowy z bąblami przeciwtorpedowymi nic sobie z takiego trafienia nie robi jednak ;) tekst nic nie mówi o wielkości salwy torpedowej, tylko o dwu trafieniach swoją drogą, wiec tu akurat mamy rozbieżność interpretacji. Zakładam jednak, że ten Aquila miał wartościowe ciężkie torpedy francuskiej produkcji w wyrzutniach i wtedy dwie takie ryby faktycznie mogły zakończyć żywot na pół zatopionego pancernika typu Iron Duke, karol flibustier
Usuńps. mogło to być równie pechowe trafienie, jakie uzyskano na Prince of Wales dwa lata później....
"10.05.1939 godz. 08:15" powinno być "11.05.1939 godz. 08:15"
UsuńStonk
ad karol flibustier. "Okręt ponad 200 metrowy z bąblami przeciwtorpedowymi nic sobie z takiego trafienia nie robi jednak"? Cavour, Royal oak, Ark Royal to pierwsze z brzegu przykłady dużych okrętów zatopionych pojedynczą torpedą morską (a Cavour nawet dużo słabszą lotniczą). Przykładów, że nawet pojedyncza lotnicza (czyli słaba) torpeda lotnicza może unieszkodliwić wielki okręt jest też wiele: Bismarck, Pola, czy ciężkie uszkodzenie Vittorio Veneto.
UsuńGeneralnie skutki trafienia torped są mocno "nie mierzalne". To znaczy pojedyncze "pechowe" trafienie może wywołać gorsze skutki, niż kilka trafień w części "poboczne" okrętu. I wraz z postępem skomplikowania okrętów ten efekt narastał. Np potężny nowoczesny pancernik mógł po pechowym trafieniu mieć zblokowane od wstrząsu dalocelowniki, albo mieć zwarcie elektryczne obezwładniające praktycznie cały okręt.
PS " jako pisarz opowiadań morskich'" - a czy można spytać gdzie są dostępne te opowiadania?
H_Babbock
Do kolegi Stonka.
UsuńSłuszna uwaga, już poprawiłem.
JKS