No, kto by się spodziewał…
Jest 4 kwietnia 1939 roku. U brzegów
wysepki Isla San Ambrosio, wchodzącej w skład bezludnego archipelagu Islas
Desventuradas, spotykają się chilijski stateczek zbieraczy guana i kolumbijski
kuter rybacki. Załogi obydwu jednostek solennie zapewniają, że znajdują się na
własnych wodach i wzywają stronę przeciwną do ich opuszczenia. Z biegiem czasu,
w miarę kulturalna dyskusja przeradza się w typową pyskówkę. Uznanym latynoskim
zwyczajem, interlokutorzy wyrażają wzajemne powątpiewanie, co do posiadania przez
adwersarzy cojónes, a także precyzyjnie
informują oponentów o tym, co robią w mleko ich matek. Ponieważ starcie
werbalne nie przynosi rozstrzygnięcia, obydwie strony przechodzą od słów do
czynów. Chilijczycy obrzucają Kolumbijczyków bryłami guano, a tamci rewanżują
się nadpsutymi rybami. Po wyczerpaniu amunicji oraz repertuaru „uprzejmości”,
stateczki udały się, każdy w swoją stronę.
Już następnego dnia, prasa chilijska
podnosi wielki raban, oskarżając Wielką Kolumbię o złośliwe naruszenie
chilijskich wód terytorialnych i brutalną napaść na Bogu ducha winnych
zbieraczy guana. W odpowiedzi, prasa kolumbijska wyśmiewa chilijskie enuncjacje
zapewniając, że kolumbijski kuter znajdował się na własnych wodach, a
naruszenia i napaści dopuścili się Chilijczycy. Z kolei prasa chilijska
powołuje się na dzieło opata Giovanniego Ignazio Moliny „Compendio de la historia geográfica, natural y civil del reyno de Chile”
(1788), w którym opisuje archipelag Islas Desventuradas, jako część terytorium
chilijskiego. Ponadto dowodzi, że skoro rzeczone wyspy leżą prawie 500 Mm na
południe od równoleżnika, na którym granica chilijsko-kolumbijska dochodzi do
morza, to muszą należeć do Chile. Na to prasa kolumbijska odpowiada, że po
pierwsze, pisanina nawet bardzo świątobliwych ojcaszków, nie rodzi skutków w
prawie międzynarodowym, a po drugie, kończący „wojnę o saletrę” traktat z 1883
roku, nie przewidywał delimitacji na wodach Pacyfiku, a więc archipelag należy
uważać nadal za część dawnej Boliwii, a obecnie Wielkiej Kolumbii.
W konflikt angażują się czynniki
oficjalne; ambasadorzy obydwu państw zostają wezwani przez ministrów spraw
zagranicznych rządów, przy których są akredytowani w celu wręczenia im not
protestacyjnych. Tymczasem, jeden z dzienników chilijskich, powołując się na
wiarygodne źródło, ujawnia personalia załogi kolumbijskiego kutra. Mieli to
być: alférez de navío Morientes, suboficial
mayor Álvarez, cabo primero Garcia i marinero de primera Rodríguez, wszyscy w
czynnej służbie kolumbijskiej MW. Świadczy to – zdaniem autora artykułu – o
prowokacji zaplanowanej przez kolumbijski rząd. W odpowiedzi, rzecznik prasowy
kolumbijskiej Admiralicji capitán de corbeta
Mentirez y Mofaro oświadczył, że personelowi kolumbijskiej MW nie zabrania się
uprawiania – oczywiście w czasie wolnym od służby – hobby, szczególnie tak blisko
powiązanego z morzem i żeglugą, jak rybołówstwo. W Chile, oświadczenie to
przelało czarę goryczy, kolumbijski ambasador został uznany za persona non grata i w trybie
24-godzinnym wydalony. Reakcja rządu kolumbijskiego była ostra i zdecydowana. Już
21 kwietnia, wystosował on do rządu chilijskiego 7-dniowe ultimatum, w którym
domagał się:
- Przyjęcia przez rząd chilijski odpowiedzialności za zaistniały incydent i złożenia w związku z nim wyrazów ubolewania.
- Surowego ukarania bezpośrednich sprawców incydentu oraz ich mocodawców.
- Wypłacenia przez rząd Chile odszkodowania w wysokości $400 000.
- Oficjalnego
uznania suwerenności Wielkiej Kolumbii nad archipelagiem Islas Desventuradas, a
także wyspą Isla Salas y Gómez.
- Uznania przez Chile eksterytorialności 2-kilometrowego pasa wzdłuż przebiegającej przez jego terytorium linii kolejowej La Paz – Arica oraz portu morskiego Arica.
- Przywrócenia akredytacji kolumbijskiego ambasadora.
Reakcja chilijskiej prasy na ultimatum
przybrała charakter patriotyczno-histeryczny; wzywano do jego odrzucenia bez
względu na konsekwencje. Rządy USA oraz większości państw Ameryki Łacińskiej
wezwały zwaśnione strony do rozwiązania konfliktu na drodze dyplomatycznej, a
Brazylia zaoferowała swoje dobre usługi i ewentualne pośrednictwo. W Europie
konflikt pozostał prawie niezauważony; jej uwagę zajmował Anschluß i inne wybryki pewnego zapoznanego akwarelisty.
22 kwietnia, ambasador Chile w
Wielkiej Kolumbii zostaje przez swój rząd wezwany do Santiago na konsultacje. Na
dwa dni przed upływem terminu ultimatum, czyli 26 kwietnia, rząd Chile
oświadcza, że jest skłonny rozważyć pkt. 6. ultimatum, pozostałe żądania
odrzuca, jako godzące w suwerenność i godność Republiki Chile. Dzień później,
prezydent Argentyny Roberto Maria Ortíz apeluje do obydwu stron o
umiarkowanie i kompromisową postawę. 28 kwietnia o godz. 24:00 upływa termin
kolumbijskiego ultimatum. W dniach 29 i 30 kwietnia, sekretarz ambasady
Wielkiej Kolumbii, bezskutecznie stara się o audiencję u chilijskiego ministra
spraw zagranicznych. Wobec niemożności doręczenia pisemnej noty, 2 maja, za
pomocą prasy i radia, rząd Federacji Wielkiej Kolumbii informuje, że od godz. 08:00
3 maja 1939 roku, Federacja będzie uważać się za pozostającą w stanie wojny z Republiką
Chile.
Tak to w (naszej) historii zapisały się – nomen omen – Islas Desventuradas (po hiszpańsku Wyspy Nieszczęśliwe).
Trochę groteskowo rozpoczyna się ta wojna, ale ten kontynent ma to do siebie, że najbzdurniejsze nieraz powody są zaczynem poważnych konfliktów... Tylko błagam, niech Chile pokaże w tej wojnie "lwi pazur", mimo oczywistej przewagi Kolumbii (Wielkiej). Liczę na chilijskie okręty podwodne "Capitán O'Brien" i zatopienie przynajmniej 1 pancernika (małego)! :)
OdpowiedzUsuńŁK
Nie wiem jak to będzie z tym "lwim pazurem" Wybuch wojny był przez Wielką Kolumbię celowo opóźniany, aż do uzyskania wyraźnej, a nawet miażdżącej przewagi. Tak, aby ta wojna była imprezą - o ile tak w ogóle można powiedzieć - lekką, łatwą i przyjemną, a nie ciągnącą się latami krwawą jatką na fizyczne wyniszczenie, jak to się zdarza przy wyrównanym stosunku sił.
UsuńJKS
Wojna o kupę guana... Nie takie rzeczy już widział świat.
UsuńTo nie ma być wojna na wyniszczenie. Ale Chile może znieść dużo.
Stonk
"Wojna o kupę guana..." A także o wielkie kupy saletry, miedzi i mniejsze złota, srebra, manganu i siarki.
Usuń"Nie takie rzeczy już widział świat." Pewnie, np. Wojnę o ucho Jenkinsa, czy Wojnę futbolową..
JKS
Panowie, policzmy głosy, ekhem, szable, karol flibustier
OdpowiedzUsuńPoliczymy w następnych postach.
UsuńJKS